Witaj

Witaj
Gwendolyn Grey jest nastolatką, uważaną za nienormalną. W szkole przezywali ją odlutkiem, rozmawiającą z duchami. Dopiero kiedy jej matka wysłała ją do Losen Stright, Gwen czuje się potrzebna, zrozumiana, spotyka osoby dokładnie takie jak ona. Wydawałoby się, że wszystko zmierza ku dobremu, wspaniały chłopak, najlepsza przyjaciółka, ale nic nie może wiecznie trwać. Na swojej drodze natrafia na Zayna - chłodnego, aroganckiego chłopaka, który nie pozwoli jej normalnie żyć. Kiedy wszystko wychodzi na jaw, dziewczyna staje się najważniejszą postacią w historii Miasta Niebios.
Czy sprawi, że będzie niezniszczalna? Przekonaj się sam..
Zaparszam na historię pełną magi, nadprzyrodzonych istot, miłości, sekretów i tajemnic :)

23 kwietnia 2017

Rozdział 41

Przełykam głośno ślinę, lustrując osoby siedzące przede mną. Każda z nich jest piękna na swój sposób. Od lewej strony, za potężnym marmurowym biurkiem siedzą kobiety. Od prawej mężczyźni. Na środku siedzi Ariana, podejrzewam, że stoi na czele wszystkich Archanielic, no i obok siedzi król William. Kiedy mój wzrok spotyka się ze spojrzeniem mamy Zayna widzę krótkie, ledwo widocznie skinienie głowy.
- Gwendolyn? – ponawia pytanie król William.
- Nie mam zielonego pojęcia kto to dokładnie jest – mówię cicho. Wstrzymuję oddech kiedy zaczynam czuć pieczenie pod bluzką. Tylko nie to…
- Na pewno? – dopytuje kobieta w długich, czarnych włosach. Jej złote skrzydła są nieco przezroczyste, zakończone szpiczasto. Dopiero teraz widzę ogromne podobieństwo między nią a Victorią. – Nie musisz się nas bać, Gwendolyn. Jesteśmy tu, żeby Ci pomóc – kończy.
- Ja,ja… - jąkam się – ja wiem, że jest to ktoś zły – wzdycham – słyszałam parę razy jak moi przyjaciele o nim mówią i domyślam się, że skoro o niego pytacie to wszystko jego wina?
- To tylko mogą być nasze domysły, tak naprawdę niczego nie jesteśmy pewni – odpowiada surowo Ariana. Patrzy na mnie ostrym wzrokiem.
- Zayn co o tym myślisz? – odzywa się mężczyzna po lewej stronie króla Williama.
- Myślę, że Gwendolyn nadal jest w wielkim szoku – odzywa się Zayn po lekkim skłonieniu się. – Pierwszy raz, prócz akcji w szkole, widziała nas wszystkich atakujących. A przede wszystkim widziała jak Istoty zaatakowały jej brata, na pewno nie była wtedy w stanie racjonalnie myśleć a co dopiero skupiać się na szczegółach.
- Czyli Gwendolyn miała wcześniej styczność z Istotami? – pyta król William.
- Tak – odpowiadamy jednocześnie z Zaynem. Wszyscy – oprócz mamy Zayna – uśmiechają się lekko, dzięki czemu trochę się rozluźniam.
- Atak w szkole pamiętam jak przez mgłę, chociaż pamiętam jak na poddaszu…
- Gwendolyn mnie uratowała – przerywa mi  Zayn. Każda para oczu Archaniołów skupiła się na Zaynie. Widać było zainteresowanie na ich twarzach. – Podczas nalotu na szkołe zostałem zaatakowany, ale to już pewnie wiecie – wzdycha, kiedy widzi jak wszyscy potakują – nadal nie wiem jak, bo Gwendolyn nie wiele pamięta ale mnie uratowała od jednego z Demonów Ritricka. Uważam też, że zarówno akcja w Losen jak i teraz to była jego sprawka. Nie chce pozwolić nam żyć spokojnie. Kiedy zaczęliśmy trenować Gwendolyn w szkole, zaatakował ją. Kiedy byliśmy na obrzeżach miasta…
- Wystarczy Zayn! – oburza się Ariana. Przełykam głośno ślinę i czuje jak po plecach mi spływa kropla zimnego potu. Dostaje gęsiej skórki kiedy kobieta wstaje. – To nie twoje przesłuchanie, tylko panienki Grey.  – kończy.
- Twoja matka ma rację, Zayn – odzywa się jak myślę matka Victorii. – Wiemy, że mogłeś przyjąć obyczaje ziemskich ludzi, ale u nas nie ma adwokatów, więc daruj sobie chronienie dziewczyny. To ona musi nam opowiedzieć co się stało, skoro to od niej zależą nasze losy. – kończy. Już domyślam się, skąd wzięło się tyle złośliwości w Torii, po prostu odziedziczyła to po matce.
- Wcale jej nie bronie – oburza się Zayn, ale zamilka kiedy Styles odchrząkuje.
- Gwendolyn, co pamiętasz z momentu uratowania Zayna i ataku na szkołę?
- Zayn ma racje – zaczynam – niewiele pamiętam, bo sama w tamtym momencie nie wiele wiedziałam.  Nawet nie wiedziałam o legendzie! Dlatego też nie zwracałam uwagi na szczegóły, które faktycznie mogłyby mi teraz pomóc – kiedy orientuje się, że gadam od rzeczy, zaczynam się czerwienić. – Pamiętam tylko tyle, że wybuchło wielkie zamieszanie… Wszyscy krzyczeli, biegali wokół. Dla mnie było najważniejsze, żeby odnaleźć przyjaciół… dlatego kiedy dowiedziałam się, że nikt nie wie gdzie jest Zayn to wpadłam na pewien pomysł. Kiedyś mi opowiadał, że lubi przesiadywać w samotności na poddaszu, więc pierwsze co to pobiegłam tam… - zaciskam dłonie w pięści. Mam nadzieję, że kiedy mi mówili o tym, że Archaniołowie nie mogą czytać mi w myśli mieli rację, bo ostatnio co chce to żeby się dowiedzieli, że pobiegłam szukać Zayna dlatego, że go kocham – kiedy weszłam do środka widziałam kłęby dymu i biały pentagram na podłodze…
- Poszłaś tam sama? – przerywa mi matka Zayna. Wzdycham i patrzę jej prosto w oczy.
- Tak. Zrobiłabym dużo dla swoich przyjaciół, a Zayn do nich należy – odpowiadam pewnie. Czuje jak ciało chłopaka się napina.
- Czy na pewno twoim motywem było uratowanie przyjaciela? Może jednak umówiłaś się w tym miejscu z Ritrickiem a Zayn przez przypadek stał się tylko ofiarą? – słyszę kobiecy głos. Otwieram szerzej oczy kiedy mój wzrok pada na Clarissę.
- Clary! To, że możesz przebywać na Sali obrad nie pozwala Ci na wypowiadanie się! – po całym pomieszczeniu emanuje głos króla. Złość na pięknej twarzy Clarissy znika, a w jej miejsce pojawia się strach. Schyla głowę i opuszcza pomieszczenie białymi drzwiami, które dopiero teraz zauważam.
- Zaciekawiła mnie wersja królewny, jak się do tego ustosunkujesz Grey? – pyta matka Torii. Wzdycham.
- Dlaczego miałabym to zrobić?
- Czasy się zmieniają, skąd mamy mieć pewność że legenda się spełni skoro możesz ty ją zmienić?
- Jesteście niedorzeczni – słyszę szept Zayna. – Jak możecie w ogóle o to ją oskarżać?
- Zayn upominam cie kolejny raz. Następny taki wybryk i opuścisz sale – grozi król William. Chłopak zaciska powieki i widzę jak porusza w nerwach szczęką.
- Nie przeszłabym na złą stronę – mówię pewnie. Chociaż po rozmowie z radą w ogóle zastanawiam się która ta strona jest zła – Skoro jestem tutaj, to znaczy, że nie mam nic do ukrycia. Może dlatego, że jestem wojowniczką z legendy, stwór który więził Zayna wypuścił go, nie wiem. Dla mnie ważne jest to, że stoi tutaj teraz obok mnie i jest cały i zdrowy. Ostatni atak… nie potrafię go zrozumieć, gdyż nie mam pojęcia czym był spowodowany.. jeśli mną to przepraszam! Nie pchałam się ani w tą legendę ani do tego miasta. – zaczynam słyszeć drżenie w moim głosie, ale nie umiem go powstrzymać. Za dużo złych słów tutaj padło, mam tego już dosyć. Ta sprawa mnie przewyższa – Z dnia na dzień robicie ze mnie ważną osobę, a jestem tylko zwykłą nastolatką. Jeśli moja obecność tutaj ma Wam pomóc, to proszę bardzo, ale nie zniosę tego typu oskarżeń –  kiedy wraca mi pewność w głosie dodaję: atak był okropny, nie poradzilibyśmy sobie gdyby te obrzydliwe Istoty nie zniknęły… dlatego też myślę, że było to tylko ostrzeżenie – kończę.
- Przed czym? – dopytuje się król William. Jego twarz jest zaciekawiona, w porównaniu do twarzy matki Zayna która jest wykrzywiona w złości. Boże kobieto, nabawisz się zmarszczek.
- Przed tym, że jest tutaj ktoś, kto o wszystkim informuje Ritricka – wcina się Zayn – Wszyscy tutaj wiemy, że nie ma szans żeby ktoś znalazł się w Mieście Niebios bez naszej zgody… 
- Byliście przy zachodniej barierze, wszyscy wiemy, że tam ochrona jest najsłabsza, co wami kierowało, żeby tam jechać? – pierwszy raz odzywa się siwa kobieta siedząca na końcu stołu. Pomimo siwych włosów, jej twarz wygląda naprawdę młodo. Jej błękitne oczy emanują ciepłem.
- Chcieliśmy się po prostu gdzieś przejechać ze znajomymi – odpowiada normalnie Zayn. Gdyby oni tylko wiedzieli…
- Skoro mówisz o poważnym oskarżeniu jakim jest osoba, która nie jest nam lojalna… to bardzo możliwe że to któreś z Was, skoro tak naprawdę o tym, że wyjeżdżacie na obrzeża wiedzieliście tylko wy… - komentuje siwowłosa kobieta.
- Jestem pewny, że to nikt z nas. – mówi pewnie Zayn.
- Czasem Ci najbliżsi są najniebezpieczniejsi, Zayn – głos króla sprawił że przeszły mi ciarki. 
- Wiem, ale żaden z naszych znajomych nie miałby powodu, żeby atakować nasze Miasto. W końcu to ich dom.
- Czyli żadne z Was nie wie o przyczynach ataku Istot? – pyta matka Zayna.
- Możemy się tylko domyślać, że nasza obecność ich sprowokowała – odpowiada Zayn zanim zdążam skleić jakąś konkretną odpowiedź – możliwe, że Istoty kręcą się przy bramach miasta, uważam, że powinniśmy zwiększyć patrole poza granicami..
- Już jest to wykonane, Zayn. – odpowiada mężczyzna obok Stylesa. Patrzę na niego i od razu wiem, że to zapewne od odpowiada za straż Miasta. Jego czarna kamizelka wygląda jak kuloodporna, chociaż nie wiem czy spełniałaby swoje zadanie w wojnie z Istotami. Kiedy widzę blizny na jego policzkach, czuję kule w gardle. – Strażnicy pilnują całe doby, zwiększyłem ochronę dwukrotnie. Wszyscy Aniołowie Stróże są spisywani i przeszukiwani po powrocie od ludzkich stworzeń. Nikt nieznajomy nie pojawi się w mieście.
- Ale skoro uważasz młodzieńcze, że Wasza obecność jest spowodowana atakiem, to jak uniknąć kolejnego? – pyta matka Torii. – Oczywiście wiem, Aresie, że twoi strażnicy nie pozwolą nikomu wtargnąć do miasta, ale kto wie co się może niedługo wydarzyć…
- Rozdzielić ich – kiedy słyszę szept Ariany, czuję jednocześnie jak ciało Zayna się napina.
- Przecież to niemożliwe! – krzyczy Zayn. Patrzę na niego zszokowana, tak samo zresztą jak cała rada. Na Sali panuje cisza, więc jego głos rozniósł się echem – musimy razem być, to daje nam siły. Poza tym mamy walczyć razem, więc musimy razem trenować…
- Zayn ma rację Ariano – komentuje król. – Rozdzielenie ich byłoby najgorszą opcją, Archanielico. Muszą się uzupełniać wzajemnie i potrafić razem walczyć i współpracować. Jedyne co to możemy im zapewnić lepsze treningi.
- Zgadzam się – mówi Ares. – Dam swoich najlepszych ludzi – dodaje.
Wszystko co się dzieje następni widzę jak przez mgłę. W jednym czasie do Sali wbiega strażnik, z łukiem na plecach ale jednocześnie ze strzałą w ręce. Podbiega do Aresa i szepcze mu coś do ucha. Ja kulę się w bólu. Zayn kuca przerażony i odchyla mi włosy które opadły mi na twarz.
- Gwen, co jest? – pyta przestraszony. Kiedy chce coś powiedzieć, tylko się dławię. Ból wywołany piekącym tatuażem jest nie do zniesienia.
- Przy głównej bramie pojawił się wysłannik Ritricka. Chce rozmawiać z Gwendolyn i chłopcami z legendy – głos Aresa nie jest już taki pewny jak był przedtem. Czuje jak mi żołądek podchodzi do gardła. Wyczuwam jak ciało Zayna napina się. Wszyscy w Sali wstali poruszeni i zaczął się robić wielki szum, dzięki czemu nikt nie zauważył jak kucam w bólach.
- Gwen do cholery co się dzieje – krzyczy Zayn, kiedy zatykam uszy z bólu.
- Mu-muszę stąd wyjść – szepczę.
- Cisza!! – krzyk Stylesa odbija się od ścian. – Gwendolyn, Zayn musicie znaleźć Nialla i za 15 minut pod Główną Bramą. Ares pojedzie z Wami, ustalicie wszystkie sprawy bezpieczeństwa, my się zajmiemy resztą. Jest to najlepsza okazja żeby się czegoś dowiedzieć.
- Coś czuje, że to pułapka Zayn – mówię cicho tak, że tylko chłopak mnie słyszy. Tatuaż piecze w cholerę i jestem pewna, że to oznacza tylko kłopoty.
- Niestety muszę Ci przyznać rację…


______

Jeśli przeczytałaś, proszę skomentuj :)